Archiwum   Ankiety   Aktualności  
O nas   Reklama   Kontakt
 
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Cały numer
Nordea Metrox 2009
NORDEA METROX 2008
METROAMERYKA
MIASTO DESIGNU
Cały numer - wszystkie artykuły

Media są wszędzie. Tam, gdzie nas nie ma; tam, gdzie jesteśmy i tam, gdzie mediów być nie powinno. Telewizja jest jak guma do żucia – powiedziała kiedyś „caryca telewizji” Nina Terentiew i trudno temu przeczyć, kiedy telewizja i inne media ciągną nas za języki, kleją usta, a czasami nawet próbują zrobić w balona. Nie tylko telewizja przestała być świątynią. Ale po niej najlepiej widać, że stała się przede wszystkim fabryką programów, oglądalności, procentów, widowni, finansów. Właściwie media już nie rządzą. Nie będę nawet oryginalny, kiedy napiszę, że rządzą słupki. Przejście od akceptacji widzów do odrzucenia to jedno pokrętło – gorzko zauważa dyrektor programowy TVN Edward Miszczak. Nie ma misji, jest komercja. Sprzedajesz się, kupują cię – jesteś.

Szczęśliwie guma do żucia traci po jakimś czasie smak i trzeba ją wypluć. Możemy wtedy splunąć diabłem, który się w nas niepostrzeżenie zalągł, kotem Jarka, podkładaną powszechnie świnią, nagim cielskiem bez mózgu rzucanym na pokuszenie, czwartą miłością drugiego męża do innej żony. Moglibyśmy się opanować, ale przyzwyczajono nas do żucia, bo guma jest tania i na wyciągnięcie ręki. A włączony telewizor zastępuje nam domowe rozmowy, które kiedyś zastępowały telewizor, kiedy go jeszcze nie było. Kinga Rusin mówi więc do nas jak żona, Hubert Urbański jak mąż, Tomasz Lis jak ojciec, a Jan Pospieszalski jak ksiądz z pobliskiej ambony. Jesteśmy jedną, wielką rodziną.

Przyznaję, sam żuję. Czasami. Nie oszukujmy się, przecież jestem z mediów. Robię to, biję się teraz w piersi, także dla tych, co mają najlepsze karty kredytowe i mieszkają na najwyższych piętrach z widokiem. W końcu jestem z dużego miasta. Ale robię to, by udowodnić, że dobre media mogą żyć poza stolicą i nie muszą być gumą. Mogą być smacznym jabłkiem, morelą lub grejpfrutem. Najprawdziwszym owocem, a nie tylko produktem identycznym smakiem i aromatem. Ciągle wolimy naturę. Ludzką.

Przemysław Grociak - redaktor naczelny

więcej »
Siła regionów

REGION JAK PERŁA, czyli: HALO, CENTRALA!

Różne ma Polak traumy związane z centralami. „Centraaala, łĄczĘ“ – wielu z odrazą wspomina rozdziamdziany głos telefonistki usiłującej przybliżyć do siebie np. oddzielone latami świetlnymi stolice egzotycznych dziś bywszych województw: ostrołęckiego i skierniewickiego. Ze złowrogiej moskiewskiej centrali dostawał z kolei rozkazy serialowy Hans Kloss, a także bardziej realni osobnicy zarządzający naszym krajem po wojnie. Były też w poprzednim ustroju centrale dystrybucji mydła, pinezek, kredek i sznurowadeł do lewego buta. Kto by tam je jednak pamiętał, skoro i tak najsilniejsze piętno na zmysłach odcisnęła chyba Centrala Rybna. To, co wyczyniała z powonieniem każda placówka owego morskiego koncernu (dystrybuującego szproty centralnie, z Warszawy!) zaważyło najprawdopodobniej na tym, jak postrzegało się słowo „centrala“ w ogóle. Krótko mówiąc: centrala większości cuchnęła. Gdy więc tylko możliwe stało się rozmontowanie wszelakich możliwych central, Polacy uczynili to ochoczo i zgodnie z europejskimi trendami. Nastał czas regionów, które odtąd mądrzej i lepiej miały się gospodarować. Lepiej niż uczyniłaby to od nich regionodojna stolica. I to o tym właśnie - czy polskie regiony dały sobie radę na tle Europy - piszemy w najnowszym Dodatku Strategicznym. Piszemy też o tym, czy daje sobie radę z regionami nasz pełen miłości nowy rząd, a także o tym, że – na wzór centrali rybnej – niegłupio byłoby wybudować w stolicy port i stocznię. Nie bylibyśmy sobą, nie wspominając przy okazji o doniosłej roli metropolii. Tak jak bez ziarnka piasku nie powstanie perła, tak bez porządnej metropolii region znaczyć będzie niewiele. Donosimy też o tym, że region można zmajstrować samemu z niczego, tak jak uczynili to Szwedzi i Duńczycy. I nawet jeśli piszemy, że region nie jest tworem doskonałym, to uważamy, że należy dać mu szansę. Zawsze to lepsze rozwiązanie niż powrót do scentralizowanego sterowania na wzór poniżonej powyżej Centrali Dystrybucji Szprota.

Jakub Głaz

więcej »
LOKOMOTYWY WŚRÓD ŁANÓW

Miastowy. Nigdy nie miał taki w Polsce dobrze. Nękała go szlachta, Szwed grabił, zaborca prowincjonalizował lub wyburzył kompleksowo okupant. Wyzwoliciel też tak wyzwalał, że porozwalał. Może z wyjątkiem Koniewa – jakże zręcznego generała. Polski miastowy do miasta serca zresztą nie miał. Jak już ulokował, to na niemieckim prawie. Przyszłe zabytki nastawiali mu makaroniarze. A jak Polak sam co odbudował, to tak, że teraz czas na akcję „cały naród burzy swoją stolicę“. Bo Polak się na horyzont zapatrzy. I dobrze mu, i sielsko. To po co mu miast wsi miasto? Chyba tylko po to, żeby chłop wiedział, kto chłepce jego krwawicę. Wiadomo kto: miastowy. ...


więcej »
Strategiczny Dodatek METROPOLII

Dodatek Strategiczny określa cel naszego pisma - budowanie nowej marki Poznania. Obecnie będziemy wspierać podobne działania również w innych miastach, aspirujących do miana metropolii. Nie poprzez jałowe dyskusje, ale konkretne projekty, przygotowywane przez redakcję wspólnie z Konsorcjum METROPOLIA POZNAŃ (w Poznaniu są to m.in. wyższa szkoła designu, Europejska Stolica Kultury, rewitalizacja Cytadeli, festiwal ASIA-EUROPE Mediations). Projekty te dotyczą branż kreatywnych, takich jak architektura, design, multimedia, sztuka etc.

W listopadowym Dodatku Marek Bańczyk pisze o Terrorze i obsesji, czyli ile gruntu sprzedać za złotówkę, żeby utopić się w milionach oraz czy spuścić manto kasjerowi, który zawsze widzi manko.

Michał Beim przedstawia Namiastkę miasta, czyli dokąd pełznie miasto i kto jest temu winien, a także opowiada o szczęśliwych uciekinierach, z których wyciągnął to i owo przy pomocy automatu, lecz bez zbędnej przemocy.

Andreas Billert mówi, że Poznań kołowacieje, cztery kółka i trzy pierścienie to siedem nieszczęść, a komunikacyjna trzecia rama prowadzi wprost do Trzeciego Świata.

Alexander Tolle uważa, że Kamienica to nie nic i opowiada o tym, jak Niemiec chucha i dmucha na nasze kamienice, a my wolimy zakopywać rury za miastem.

Aleksander Przybylski przekonuje, że czasem warto rzucać beretem, jazda rowerem po piasku daleko nie zaprowadzi oraz że dobry jubel jest dla miasta zbawienny.

Tortury na trotuarach funduje nam Tomasz Achrem, od którego dowiadujemy się, że z pieniędzy nie robi się równych chodnikó, a od równych chodników miasto nie rośnie w siłe, choć ludziom się chodzi wygodniej.

Na obrzeże zaprowadzi nas Stanisław Wryk, a tam zobaczymy wszechobecny, upiorny obwarzanek, za którym hasają wesołe psy na rozkosznych trawnikach pośród domostw pełnych szczęścia. Zapraszamy!

więcej »
Marka w przedszkolu, czyli prawie wszystko przed nami
Markopolo, czyli festyn promocji miast w Polsce

Marki miasta nie wytworzy agencja reklamowa. Do kreowania produktu miasta, jego jądra rozwoju, formy przestrzennej, standardów infrastruktury i życia oraz do budowania związanej z nim marki, trzeba pewnej interdyscyplinarnej i precyzyjnie określonej wiedzy. Może nawet – pasji. Przenoszenie rozwiązań z rynków produktowych jest skazane na klęskę.

więcej »
NORDEA METROX 2009
Cały numer
Nordea Metrox 2009