REGION JAK PERŁA, czyli: HALO, CENTRALA!
Różne ma Polak traumy związane z centralami. „Centraaala, łĄczĘ“ – wielu z odrazą wspomina rozdziamdziany głos telefonistki usiłującej przybliżyć do siebie np. oddzielone latami świetlnymi stolice egzotycznych dziś bywszych województw: ostrołęckiego i skierniewickiego. Ze złowrogiej moskiewskiej centrali dostawał z kolei rozkazy serialowy Hans Kloss, a także bardziej realni osobnicy zarządzający naszym krajem po wojnie. Były też w poprzednim ustroju centrale dystrybucji mydła, pinezek, kredek i sznurowadeł do lewego buta. Kto by tam je jednak pamiętał, skoro i tak najsilniejsze piętno na zmysłach odcisnęła chyba Centrala Rybna. To, co wyczyniała z powonieniem każda placówka owego morskiego koncernu (dystrybuującego szproty centralnie, z Warszawy!) zaważyło najprawdopodobniej na tym, jak postrzegało się słowo „centrala“ w ogóle. Krótko mówiąc: centrala większości cuchnęła. Gdy więc tylko możliwe stało się rozmontowanie wszelakich możliwych central, Polacy uczynili to ochoczo i zgodnie z europejskimi trendami. Nastał czas regionów, które odtąd mądrzej i lepiej miały się gospodarować. Lepiej niż uczyniłaby to od nich regionodojna stolica. I to o tym właśnie - czy polskie regiony dały sobie radę na tle Europy - piszemy w najnowszym Dodatku Strategicznym. Piszemy też o tym, czy daje sobie radę z regionami nasz pełen miłości nowy rząd, a także o tym, że – na wzór centrali rybnej – niegłupio byłoby wybudować w stolicy port i stocznię. Nie bylibyśmy sobą, nie wspominając przy okazji o doniosłej roli metropolii. Tak jak bez ziarnka piasku nie powstanie perła, tak bez porządnej metropolii region znaczyć będzie niewiele. Donosimy też o tym, że region można zmajstrować samemu z niczego, tak jak uczynili to Szwedzi i Duńczycy. I nawet jeśli piszemy, że region nie jest tworem doskonałym, to uważamy, że należy dać mu szansę. Zawsze to lepsze rozwiązanie niż powrót do scentralizowanego sterowania na wzór poniżonej powyżej Centrali Dystrybucji Szprota.
Jakub Głaz